Za mundurem
Panny sznurem.
A za zbroją panny stoją
Ale grupą, bo się boją,
Że odziany w zbroję brutal
Ma też zakutego… fiuta.
Lecz nie wiem, czy będą się bały
Również zwykłej, zakutej pały.
Imponował jednej babce,
Że twardo ma w swej nogawce.
Przyszedł ten czas, że z latami
Coraz gorzej ze wzwodami.
Wolał już dostać podagry
Niźli nie zażywać wiagry.
Kiedyś był maczo i twardziel
Ale teraz… jeszcze bardziej!
Wciąż to pytanie ludzie zadają,
Co było pierwsze kura czy jajo.
Jajo czy kura? Bez odpowiedzi.
Wszyscy o wszystkich mówią: on bredzi!
Kura wysiaduje jaja.
Po to jest, żeby je znosić.
Więc to wielka nielogiczność
By inną kolejność głosić.
Musiała być pierwsza przed jajem,
Jak kwiecień jest zawsze przed majem.
To nieprawda, krzyczą inni.
Kura z jaja się wykluła,
Które zniósł archeopteryx.
To ewolucji reguła!
Dziwne, że na to jedno pytanie
Z odpowiedzią wciąż jest zamieszanie.
To przecież jasne, jak Bóg na niebie,
I z nieba mamy dobitny dowód,
Który wyjaśnia temu, kto nie wie
I daje wszystkim do wiary powód:
Bóg stworzył wszystko: Niebo i Ziemię,
Zwierza, roślinę i ludzkie plemię,
Którym do życia urządził Raj,
Więc nie mógł przecież „robić se jaj”!
Stworzył był wszystko w gotowej formie;
Ewę, Adama, kurę, koguta.
Chcesz mieć dowody? Biblii zaufaj.
Ona odpowiedź ci da bezspornie.
Tylko, co zrobić z pewnym praptakiem,
Formą przejściową pradawnych zwierząt,
Tym kopalnym archeopteryxem,
Którego szczątki w Bawarii leżą?
Czy jego także nasz Stwórca stworzył
I tylko Biblia o tym nie wspomni?
Czy Adam z Ewą to dzieło Boga,
Czy australopiteka potomni?
W innej płaszczyźnie trzeba postawić
Pytanie o to, co było pierwsze.
Pan Bóg czy Człowiek, Anioł czy Diabeł.
A może Słońce, Ziemia, Powietrze?
2012.10
Był sobie on i ona
Podstarzali oboje.
Ona na nogi słaba,
A on w krzyżu miał bole.
Ją przewlekły kaszel dręczy,
Jego serce zniszczył zawał.
Ją także pikawka męczy,
A on zawroty dostawał.
Nie zawsze jednak tak było.
Lepiej im się powodziło,
Bo oboje na etatach
Meble kupowali w ratach.
Dostali w bloku mieszkanie,
Aż pięć lat czekali na nie.
Do spółdzielni należeli
Nie dlatego, że tak chcieli.
Ale to państwo zadbało,
By małżeństwo zamieszkało
W nowym, słonecznym bloku
Z piękną zielenią wokół.
Mieli „full” wyposażenie:
Ścieki, gaz i ciepłą wodę.
Kotłownia ich ogrzewała,
Bez pieców mieli wygodę.
Tutaj córki wychowali,
Które dzisiaj są w oddali.
Pracowite życie mieli.
Ale żyli tak jak chcieli.
Ona ponad lat czterdzieści
W jednej branży pracowała.
Jego serce stres zamęczył
I w tym jest przyczyna cała,
Że zwekslowany na rentę
Zawodowe skończył życie.
Tak to los życiową puentę
Zaczął zapisywać skrycie.
W końcu pozostali sami,
Wraz ze swymi chorobami.
Ona ma trochę nadwagi
Lecz on od niej więcej waży.
U niego są bruzdy na twarzy,
Jej cera koloru malagi.
Jemu wypadły kędziory
I widać mu kształt głowizny.
Jej zapas włosów dość spory.
I w dodatku bez siwizny.
Jemu za to w kościach strzyka,
Że gdy idzie, to aż słychać.
U niego stwierdzono cukrzycę.
Ona od lat ma dychawicę.
On skrzeczy starczym dyszkantem,
Ona mówi miłym altem.
Tak to żyli on i ona.
Zgodnie, cicho i spokojnie.
Ona przez niego chwalona
On ma dobre słowo od niej.
Brali świadczenia od ZUS-u.
Z tego się utrzymywali
I ziemskiego exodusu
W „spokojności” dożywali
Swobodnie i bez nacisków,
Bez strat, ale też bez zysków.
Testamentu też nie mieli,
Bo go spisać nie musieli,
Cały ich stan majątkowy
Był skromniejszy niż zerowy.
Komornika sądowego
Jednak interesowała
Emerytura, nie cała.
Tylko w ćwierci ją zajmował
Na spłatę należnych świadczeń,
Będących ujemnym zyskiem
Działalności gospodarczej.
Oni odwiedzali córki.
Córki do nich przyjeżdżały.
A wnuczka i wnuczek mały
To ich starości podpórki.
Tak mijały długie lata
A oni nadal, wytrwale
Żyją spokojniutko dalej,
Choć wiek do ziemi przygniata.
Dziwowali się znajomi,
Że choć starzy, schorowani
Wbrew zasadom anatomii
Żyją. Czyżby zmutowani?
Czy nie wiedzą, że w tym wieku
Staruszkowie, mimo leków,
Muszą terminowo umrzeć,
Aby uratować budżet?
Czy śmierć o nich zapomniała,
Sama przecież starowinka?
O nie! Ona warowała
Pod ich drzwiami jak ta psinka.
Choć pukała mocno kosą,
Stojąc na posadzce boso,
Oni tego nie słyszeli,
Słuchawki na uszach mieli.
Nie otworzyli kostusze
Nieświadomie, lecz skutecznie.
Ona się denerwowała,
Bo nie mogła czekać wiecznie.
Kiedyś w takiej sytuacji
To przez komin wlazła niecnie.
Czy to nie jest jakaś kpina,
Że ten blok nie ma komina?
I właśnie w ten oto sposób
Kilku milionów osób
Mieszkających w blokach Gierka
Nie może kostucha spotkać.
Ona chodzi, na dach zerka
Zamiast komina – maskotka:
Wąski wylot wentylacji.
Chociaż trochę pokręcony,
Okapnikiem zadaszony
Pasuje do elewacji.
Jak ma przejść stara kostucha
Przez tak wąski kanaliczek?
Przecież kosa się nie zmieści,
Ani nawet jej buciczek!
To przyczyną, że obecnie
Ludzie żyją sobie dłużej.
Państwo płaci im świadczenia,
A to kwoty bardzo duże
Dziurawiące państwa budżet.
To jest zmorą kilku rządów
Jak wyrównać brak gotówki
Jest na to wiele poglądów,
Cały czas pracują główki,
Jak tenże problem uściślić,
Jaką reformę wymyślić.
A czas jak szalony leci
Rodzą się wciąż nowe dzieci
A starzy nie umierają,
Dalej kasę pobierają.
Potwierdza to statystyka,
Z której rubryk też wynika,
Że we współczesnej nam Polsce
Życie ludzkie coraz dłuższe.
Tylko powód trochę inny
Niż ciąg „GUSowskich” przypuszczeń
Na cały świat donosimy,
Że ludzkie życie chronimy.
Dlaczego je tak bronimy?
Bo… wyburzamy kominy!
2012.10
Dziwnym przypadkiem znalazłam
Pamiętnik mojej siostrzyczki.
Poczytałam i poznałam
Stan jej młodziutkiej duszyczki.
Nie powinnam tego robić,
Bo to wbrew moim zasadom.
Ale teraz nie żałuję –
Taki życiowy paradoks.
Odkryłam, że moja siostra
Mimo więzi między nami,
Przespała się ze wszystkimi,
Których miałam, chłopakami.
Z moim obecnym jeszcze nie,
Żałuje ten wredny babsztyl.
Jemu także nie odpuści.
Już teraz pracuje nad tym.
Mój przyjaciel informatyk
Lubi mi robić kawały.
W większości są dość dowcipne,
Czasem nie przynoszą chwały.
Wczoraj naprawiał laptopa.
To mój służbowy komputer.
Sygnały podłączeń sprzętu
Przez USB były głuche.
Zrobił mi to po godzinach.
Na dowód kartkę zostawił,
Że wszystko będzie w porządku.
Jak wcisnę dowolny klawisz.
Pełen obaw, co się stanie,
Zresetowałem komputer.
Wszystko działa. Odetchnąłem.
Zasłużył na piwa kufel.
Rano przyszedł ważny klient,
Żeby obejrzeć zlecenie,
Które zrobiłem mu szybciej
Licząc na sowitą premię.
Projekt miałem na pendrajwie.
Przez USB go odpalam.
Zamiast standardowego piii
Odzywa się jakaś lala
I jęczy bardzo namiętnie:
„O, wepchnij mi głębiej jeszcze”!
Przerażony go wyjąłem,
Lecz znów słowa lecą w przestrzeń:
„Co robisz, moje kochanie?
Nie wyjmuj. Niech tam zostanie”!
Poznałam fajnego chłopca.
Przystojny, miły, radosny.
Szybko się w nim zakochałam,
Czy to może był wpływ wiosny?
Wszystko działo się jak we śnie.
Sprzyjał nam także układ gwiazd.
Właśnie pewnej gwiezdnej nocy
Przeżyłam z nim swój pierwszy raz.
Byłam szczęśliwa, że to z nim
Straciłam wianek dziewiczy.
Zaraz potem wyszedł mówiąc,
Że tylko chciał mnie „zaliczyć”.
Zostałam w kompletnym szoku
Nie wierząc w to, co się stało.
Siedziałam niemal w bezruchu.
W głowie jeden wielki chaos.
Nagle wrócił. Pomyślałam,
Że tak ze mnie zażartował.
Byłam pewna, że potwierdzi,
Ale on głuchy, niemowa.
Tylko spojrzał na mnie dziwnie,
Nie tak jak dawniej seksownie.
Zabrał telefon z komódki
I wyszedł wyzbyty podniet.
Mam dziwną narośl na uchu.
To wrodzone moje znamię.
Choć mi niewiele przeszkadza,
Chętnie puszczę je w niepamięć.
Zdecydowałam się żeby
Usunąć ją chirurgicznie.
Zabieg odbył się w poradni.
Zbędne leczenie kliniczne.
Zaraz po przyjściu do domu
Chciałam zmienić opatrunek.
Tata mi w tym pomagał,
On dziś jest mym opiekunem..
Po odwinięciu bandaża
Coś na barki mi opadło.
Tata skoczył przestraszony
I krzyczał na całe gardło:
„Cholera! To chyba ucho,
Nie ruszaj się i uważaj!”.
Zemdlałam . Gdy się ocknęłam,
Spojrzałam. To była gaza.
Wybuchła w biurze afera.
Ktoś nasikał do zbiornika
Wody przy naszej kawiarce.
Ohyda! Aż brak słownika.
Na szczęście jest monitoring.
On ujawnił nam szczegóły
I pseudo dowcipnisiowi
Plugawy efekt zepsuły.
Winowajcę wyrzucono
Ad hoc, w klimacie niesławy.
Pech, że nim się dowiedziałem,
Zdążyłem wypić trzy kawy.