Dysonanse z mym awansem

Mój szef oświadczył mi dzisiaj,

Że nie dość ciężko pracuję

I jak zaraz się nie zmienię

To nigdy nie awansuję.

Zdziwiona się dopytuję,

O co tu konkretnie chodzi

I co w kolejnym awansie

Może mi bardzo przeszkodzić.

 

On ma problem z tym, że chodzę

Na lektoraty francuskie

I dwa razy tygodniowo

Moje biurko stoi puste.

Faktycznie. Przychodzę później,

Lecz w pracy zostaję dłużej.

Jemu to bardzo przeszkadza,

Gdy rano nie ma mnie w biurze.

 

Najbardziej dziwne w tej sprawie

Jest to, że ja na te lekcje

Zapisałam się, bo byłam

Przymuszona przez dyrekcję,

Gdyż najważniejszym warunkiem

Awansu pracowniczego

Jest pozytywna ocena

Z lektoratu francuskiego.

Pocieszanka

W końcu usunęłam bliznę,

Którą miałam od dzieciństwa.

Nie mam na lewym policzku

Tego fatalnego świństwa.

 

Minęły już dwa tygodnie.

Nie mogę się przyzwyczaić,

Że to, co widzę w lusterku

Nie fotoshop, lecz realizm.

 

Zwierzyłam się mojej mamie,

Że trochę brak mi tej blizny,

Gdyż byłam przyzwyczajona

Do tej dawnej podobizny.

Zdaje mi się, że straciłam

Swą wyrazistość, charakter.

Na to mama mnie pociesza

Jak zwykle z niezwykłym taktem:

Nie przejmuj się tą stratą,

Bo u ciebie jeszcze wiele

Wad i defektów, które

Kształtują… twój charakterek.

Zbyt twarda

Moja córcia, ośmiolatka,

Miała dzisiaj urodziny.

Niestety. Niedane jej było

Bawić się z gośćmi swoimi.

Nie widziałem, jak i kiedy

Zeskoczyła z taboretu…

Od niej też nie usłyszałem

Wiarygodnego konkretu.

 

Efekt skoku był mizerny.

Nóżka spuchła jej jak bania.

Miała szczęście w nieszczęściu, że

Obyło się bez złamania.

 

Zawiozłem ją do lekarza,

Żeby opatrzył stłuczenie.

W poczekalni niespodzianie

Wyjawiła swe strapienie.

 

Wyszeptała mi przyczynę

Niefortunnego skakania.

To starszy brat jej przekazał

Tajemny sekret latania:

„Na niektórych ośmiolatków

Podczas ich ósmych urodzin

Umiejętność szybowania

Niespodziewanie nachodzi”.

Chciała sprawdzić, czy to prawda,

A ta okazała się… twarda.

Na oko

Miałem dodatkową kasę

I wpadłem na taki koncept,

Żeby sprawić niespodziankę

Swojej kochanej małżonce.

 

Znałem jej skryte pragnienie,

Więc jej kupiłem sukienkę,

Którą sobie wymarzyła

Licząc skrycie na podziękę.

 

Gdy tylko ją zobaczyła,

Odczuła to, jako despekt,

Gdyż kupiłem rozmiar eMkę,

A winienem nabyć „Eskę”.

Histerycznie wykrzyczała,

Że jej wciąż życie zatruwam,

Że większy rozmiar kupiłem,

Bo uważam, że jest gruba!

 

Trochę trwało, nim się ona

Troszeczkę uspokoiła

I dała mi się namówić,

Żeby suknię przymierzyła.

Z ociąganiem ją wkładała

Cały czas patrząc się na mnie.

Sukienka na moją żonę

Pasowała idealnie!

Błysk prawdy

Uważałam, że mój chłopak

Jest cudowny i jedyny.

Byłam pewna, że mi jego

Zazdroszczą wszystkie dziewczyny.

 

Dziś już dla mnie nie istnieje,

Bo to kłamca nad kłamcami.

Przekonałam się, że tylko

Okłamywał mnie i mamił.

 

Wczoraj się nie widzieliśmy.

W pracy musiał dłużej zostać.

Dzisiaj tam po niego wyszłam

Stęskniona, ale radosna.

Nie byłam osamotniona.

Obok mnie kobieta stała

I tak jak ja niecierpliwie

Także na kogoś czekała.

 

On wyszedł, pomachał ręką.

Przystanął chwilę speszony.

Błysnęła obrączka na palcu,

Gdy rękę wyciągnął do… żony.

Mój wymarzony

Dostałem od żony prezent.

Był nim skok spadochronowy,

Który dla mnie wykupiła

Jako dar urodzinowy.

 

To było moje marzenie,

Lecz zawsze dalekie plany.

Teraz mają mi się spełnić.

Jestem tym uradowany.

Nigdy tego nie robiłem,

A niebezpieczeństwo spore.

Dlatego ten mój pierwszy raz

Wykonam wraz z instruktorem.

Ale nie mam się czym chwalić.

Natychmiast po wyskoczeniu

Przestraszyłem się tak bardzo,

Że zemdlałem w oka mgnieniu.

 

Oprzytomniałem na ziemi.

Bardzo długo mnie cucili.

Czy porzuciłem marzenia?

To one mnie porzuciły!

Odźwierny

Wychodziłem już ze sklepu,

Kiedy pewna babulinka

Zaczęła mnie porównywać

Do jakiegoś sk***ysynka.

Nie omieszkała też dodać,

Że reprezentuję sobą

Najgorsze, co u młodzieży

Nazywa się „zgniły owoc”.

 

Kilka osób ją poparło

W jej narzekaniu na młodzież

I nawet mnie porównały

Do czarnej owcy w narodzie.

Niektórzy to nawet weszli

Zaraz w rolę adwokata

I zaczęli mnie oskarżać

O całe zło tego świata.

We mnie widzieli wcielenie

Wszystkich prawie egipskich plag,

A nawet uosobienie

Najgorszych, narodowych wad!

 

Nie wiedziałem, co się dzieje.

Dopiero po chwili dłuższej,

Zrozumiałem, o co chodzi

Zdenerwowanej staruszce.

Pani się zdenerwowała,

Że jej drzwi nie przytrzymałem

Wtedy, gdy się zamykały,

Kiedy market opuszczałem,

A ona wejść nie zdążyła

I dlatego jest niemiła.

Dla mnie problem nie istnieje.

Przyczyny są prozaiczne,

Bo tam drzwi fotokomórka

Otwiera automatycznie!

Niedowiarka

Mam chłopaka w moim wieku.

Jesteśmy parą od roku.

On, to wierzący katolik

Odporny na wiele pokus.

 

Wyjechaliśmy we dwoje

W góry na pieszą wycieczkę.

Kilka dni tam chodziliśmy.

Zmęczyliśmy się troszeczkę.

 

Po powrocie moja mama

Podstępnymi sposobami

Próbowała wysondować,

Czy już ze sobą sypiamy.

Wprost mamie odpowiedziałam,

Że nie doszło do niczego.

On nie jest moim kochankiem,

Lecz też nie jest już kolegą.

 

Choć mama mi uwierzyła,

To temat nadal drążyła:

„Pewnie wstrzymała go wiara,

Przecież to syn katechety.

Ty byś się nie opierała,

Po mnie masz na seks apetyt”!

 

Odbijany

Bardzo dobrze się bawiłem

Na imprezie z mą dziewczyną.

Grali wolniutki kawałek,

W głowie szumiało nam wino.

 

Wino nam zawsze smakuje.

Najchętniej pijemy „grzańca”.

Właśnie napitkiem rozgrzani

Tańczyliśmy „przytulańca”.

Podszedł do nas jakiś koleś.

„Czy można odbić”? – zapytał.

Ona bez zastanowienia

Szybko za rękę go chwyta

I mówi mu: „Z przyjemnością”.

Szczęka mi nisko opadła.

Wpatrzony byłem w anioła,

A nagle widzę w niej diabła!

 

Facet wyrwał jej swą rękę.

„Gdzie mi swoje łapy pchasz?

Ja chcę tylko z NIM zatańczyć”!

Krzyknął miłej prosto w twarz.

 

Teraz wiem, żeby przed tańcem

Nie częstować dziewcząt grzańcem.