Kleptomanka

Byłam na zakupach z córką.

Ma już prawie dziesięć latek.

Przecież musi mieć w swej szafie

Kilka atrakcyjnych „szmatek”.

Wybrała jedną sukienkę,

Lecz drogą jak pół mej pensji.

Nie kupiłam jej córeczce

Pomimo wielkich pretensji.

 

Podczas opuszczanie sklepu

Załączył się nagle alarm.

Tę sukienkę w torbie córki

Natychmiast ochroniarz znalazł.

Upokorzona tłumaczę,

Że jej kupna zabroniłam.

Córka twierdzi, że to ja ją

Do kradzieży przymusiłam.

Tchórz?

Wszyscy wiedzą, że są strusie –

Ptaki największe na ziemi.

Ale nie wiedzą, dlaczego i

Kto je tak bardzo odmienił,

Że w przypadku zagrożenia

Zamiast się do biegu zrywać

Bez chwili zastanowienia

Wolą głowę w piasek skrywać.

Struś, co chowa głowę w piasek,

Jest bohaterem przysłowia.

A to jest mądrość Narodu,

Wierzy w nią nawet Krakowiak.

 

„Prawda” o strusiu i piasku

Jest dziś często powtarzana.

A prawdziwość sytuacji

Wcale niekwestionowana.

 

Gdyby to więc była prawda,

Pewnie strusi by nie było,

Bo ich całą populację

Dawno by już podusiło.

 

Spytajcie więc zoologa,

Jak ta rzecz się ma naprawdę.

Odpowie, że struś się schyla,

Żeby móc się zająć gniazdem

Wygrzebanym w ciepłym piasku

I pilnuje pilnie jajek

Ciemną nocą i w dnia blasku.

 

Nie chowajmy głowy w piasek

I przeprośmy „pana strusia”

Za to, że wiele pokoleń,

Od Wojciecha do Wojtusia,

Nieprawdę o nim mówiło

I w dodatku, bez powodu,

W „mądrość” prawego narodu

Takie kłamstwo przekształciło.

Gębo ty moja…

To polityk z pełną gębą,

Bo w gębie pełno frazesów.

Więc dlaczego do tej pory

Nie odniósł znacznych sukcesów?

Nim pomyśli, to wypaple.

To jest jego wada główna.

Ale gdy się jej pozbędzie,

Nikt mu wówczas nie dorówna.

 

Lecz co zrobić, by na próżno

I bez sensu przestał gadać?

Trzymać język za zębami,

To jego nowa zasada.

Musi więc przez zęby cedzić

Odpowiedź na każde pytanie,

Wtedy frazes w jego ustach

Złotą myślą wnet się stanie.

Gdy frazesów mu zabraknie,

Kłamstwa cedzi z miną hardą.

Wie, że powtarzane kłamstwo

Stanie się dla ludzi prawdą.

I tak cedzi przez swe zęby

Każdą bzdurę, każde kłamstwo.

Wielokrotnie je powtarza,

Chociaż wie, że to jest draństwo.

Wciąż chodzi w glorii i w chwale

Coraz wyżej, coraz dalej.

Ludzie za mędrca go mają,

Niektórzy mu nawet ufają.

 

Długo przez swe zęby cedzi.

Coraz gorzej zęby służą.

Mowa jego mniej wyraźna,

Gdy mówi z lekka mazurząc.

Już nie cedzi słów jak kiedyś.

Zniknęła frazesów „głębia”,

Bo jak orzekł mądry medyk,

Dostał choroby przyzębia.

Zęby stały się ruchome,

Dziąsła mocno napuchnięte.

Jak cedzić kłamstwa, frazesy

W dodatku ze złym akcentem?

 

Gdy się szczęka nie domyka,

Trzeba wezwać protetyka.

Sprowadził go z zagranicy

Z efektem, nie po próżnicy.

Prawie rok kuracja trwała.

Bolała, bo kosztowała.

Nowa szczęka lepiej cedzi.

Ząbki równe, bez przepustów.

Wartość pana bardzo wzrosła,

Nie u wszystkich, to rzecz gustu.

 

Przez rok ludzie zapomnieli

Co za prawdę dotąd mieli.

Na kłamstwa uodpornieni

Każdy swoją prawdę ceni.

Więc on pod nowe adresy

Cedzi kłamstwa i frazesy.

 

Wszystko, co mówi ze znawstwem,

Znów jest jego nowym kłamstwem.

On pracuje, się nie leni.

Niektórzy są zachwyceni.

Dzięki swym nowiutkim ząbkom

Kłania się nie tylko snobkom.

I dystans skutecznie skraca.

Cóż ma robić. Taka praca.

 

Ci, co podejść się odważą

Ważny szczegół zauważą.

Dotąd nie wiedzieli o tem,

Że zęby błyskają… złotem.

Złoto piękne, dentystyczne

Daje refleksy rozliczne.

Gdy usta bardziej rozchylił,

To wszyscy zauważyli

Czego dotąd nie widzieli,

O czym pojęcia nie mieli.

Patrzą: w głowie bardzo pusto,

Widać bezczelne oszustwo.

Zobaczyli: król jest nagi!

Lecz brakuje im odwagi,

By rzecz nazwać po imieniu.

Oni są przecież dorośli,

Każdy coś ma na sumieniu.

Ze złudzeń też się otrząśli.

Wszyscy, od Tatr do Bałtyku,

Teraz sekretem związani

Muszą trzymać za zębami

To, co mają na języku.

 

Wiedząc, że w środku jest pusty,

Mówią o nim „złotousty”.

Nie jedz sam

W lewej ręce buła

A w prawej kanapka.

Zjem śniadanie i kolację

Bez żadnego świadka.

Od lat moja dzienna racja

To śniadanie i kolacja,

Spożywane niestety

Samotnie, bez kobiety.

 

A marzy mi się śniadanko

Sam na sam z bogdanką.

Chciałbym, żeby ona czuła

Jaka smaczna jest ma buła.

 

Jestem człowiekiem współczesnym

Więc obiadków nie jem wcale.

Zadowalam się więc wczesnym

Lanczem, łykniętym niedbale.

Na wieczór mam kanapeczkę

Lecz już nieświeżą troszeczkę,

Bo kupioną wcześnie rankiem,

Czym więc częstować bogdankę ?

 

Swą kolację zjadam sam,

Cóż innego zrobić mam ?

I tak już jest od lat paru,

Sam posiłki wrzucam „na ruszt”.

 

Samotność już mi daje w kość.

Ale wczoraj jakiś gość

Słysząc, co się ze mną dzieje

Powiedział: Odwróć koleje

Swych posiłków. Moim zdaniem

Twoje śniadanie z kolacją

Nie jest dobrą kalkulacją.

To kolacja ze śniadaniem

Zainteresuje panie.

Urządź wszystko tak, by miła

Na kolację się wprosiła.

A gdy zrobisz to jak trzeba,

Ona da ci gwiazdkę z nieba.

Ty w rewanżu dasz pierścionek

I tak rozpoczniecie dzionek

Od śniadanka oczywiście.

Odtąd będzie za….ście…..

2009.10.15